RSS
poniedziałek, 02 stycznia 2006
Nowy rok, nowe nadzieje
Nie udało się :) @ przyszła jak w zegarku. Więc zaczynamy zabawę od nowa. Na szczęście tym razem nie złapałam doła. Może trochę pomogły Święta, może zamieszanie związane z przeprowadzką. Jestem optymistką. Uda się! Wcześniej czy później (wolałabym wcześniej ;)), uda się!!!
10:14, zona_meza
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2005
Oby dały radę

13dc test owulacyjny pozytywny, zaczynamy działania. 14dc nadal działamy. Oby plemniczki zdążyły dopaść jajo w odpowiednim momencie. Mąż powoli ma dosć tego maratonu, jednak chęć posiadania potomka jest silniejsza. Mnie chyba też sikanie na czas, mierzenie tempki, zapisywanie, testowanie itp. itd. zaczynają męczyć. Przy tych wszystkich zabiegach zwykłe bzykanko zamienia się w prawdziwą ceremonię :) Oby żołnierzyki dały radę i nasze trudy nie poszły na marne....

10:57, zona_meza
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 grudnia 2005
Zabawa trwa

Zastanawiam się... skąd bierze się ludzka złośliwość? Co powoduje, że zamiast miłego słowa ludzie obrzucają się wyzwiskami a w najlepszym wypadku spojrzeniem, od którego aż mrowi w piętach? Przecież gdyby wszyscy byli idealni to zdechlibysmy z nudów. (luźne przemyślenia) 

Wczoraj zaczęłam testowanie. Pierwszy test negatywny, dzisiejszy również. Biorąc pod uwagę fakt, że cykle są 27 dniowe to do owulacji jeszcze jakieś 2-3 dni. Temeratura narazie książkowa. "Przytulanka" co drugi dzień, taka taktyka:) Na szczęście na sex prawie zawsze mamy ochotę wiec nie ma problemów. Jak już się pokaże druga krecha na teście to zagęścimy do codziennych przytulanek. Postanowiłam nie czytać formum "dla starających się". Dziewczyny po pierwszym cyklu nieudanych starań popadają w zupełną głupotę i wypisują brednie o braku chęci do życia itp. itd. bez sensu...

09:25, zona_meza
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 grudnia 2005
Przygotowania

Zawsze byłam perfekcjonistką. Do wszystkiego lubie być przygotowana, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Po czterech miesiacach "luzackich" starań bez efektu zabraliśmy się (a właściwie ja zabrałam) za sprawę poważniej. Teraz się z tego śmieję ale kiedy tydzień temu szłam z torbą świeżo zakupionych ziółek do domu byłam naprawde poważna. Z torby ziółek miała wyjść herbatka do picia raz dziennie. Wróciłam do domu i od razu zabrałam się za mieszanie składników. "Skoro to ma być porcja dla jednej osoby to wystarczy salterka żeby ją wymieszać"-pomyślała mądra główka. Rozłożyłam kartkę z zapisanym składem mieszanki nr 3 (taką mieszankę zalecają "znawczynie" na forum dla starających się) i przystąpiłam do dzieła. Po dołożeniu drugiego składnika okazało się, że salaterka jest stanowczo za mała. Wyjełam małą miskę, w której zazwyczaj mieszam sałatki i przesypałam zawartość. Dosypałam kolejne dwa składniki i miska okazała się znowu za mała. W akcie desperacji przyniosłam dużą miskę z łazienki. Taką na którą zazwyczaj wywalam pranie z pralki. Niestety naczynia pośredniej wielkości (czytaj-ganek na zupę) były zajęte. Miska była ostatnią deską ratunku i zdała egzamin na 5. Wszystkie składniki wsypane wiec przystąpiłam do mieszania. W domu zapachniało delikatnie ziołami, a kiedy skończyłam mieszanie pachniało już jak w aptece ojców Bonifratów :) Akcja przekładania zawartości miski do słoików trwała ok 15 min, bo w trakcie okazało się, że dwa słoiki to zamało i niezbędny będzie trzeci, ktory chwilowo nie był dostępny. Chwilowo, bo wystarczyło dojeść marynowaną paprykę, uruchomić kran i czysty słoik był gotowy. Mieszanki wyszło ( przeliczając na litrowe słoje) 2,75 słoika. Od 1 grudnia zaczęłam pijac ziółka codziennie. W przeciwieństwie do innych ziół ta mieszanka bardzo mi posmakowała.

Jakby tych przygotowań było mało, poszłam za ciosem. Na allegro zakupiłam testy owulacyjne i zaczęłam mierzyć temperaturę, co jeszcze kilka miesięcy temu (w świetle nauk przemałżeńskich i wizyt w poradni rodzinnej)  wydawało mi się idiotyzmem. Bo przecież jak chcesz dziecko to wystarczy się bzykać i dzidzia będzie. Okazało się, że sprawa nie jest aż tak prosta.

Teraz mam już ziółka, testy i zamierzam tego użyć jednak wczoraj sprawa się delikatnie rypła, bo grudniowe ranki i wieczory przyjdzie nam spędzać w powiększonym towarzystwie (czytaj-szwagier nocuje). Ehhh, zawsze o ile moge komuś pomóc to pomagam ale jak ktoś mi próbuje rozpieprzyć misternie układany plan działania to nerwy mnie pomnoszą. Delikatnie rzecz ujmując moja niewyparzona gęba dała o sobie snać i szwagier już wie, że stał się persona non grata. No nic jakoś to będzie, przetrwam chocbym miała urlop na bzykanie w pracy brać :)

15:10, zona_meza
Link Komentarze (2) »
Na początku był mąż i żona...
...a dokładnie małżeństwo z niewielkim stażem. Kochają się, są szczęśliwi a dla dopełnienia swego szczęścia zapragneli mieć dziecko. Nie byle jakie dziecko ale takie, które będzie kwintesencją dwóch niebanalnych osobowości. Ciemnej blondynki średniego wzrostu, z zielonymi oczami i masą ciała oscylującą wokół granicy nadwagi. Oraz postawnego, szarookiego mężczyzny z lekka nadwagą i, mimo młodego wieku, osrebrzoną skronią. Po długich rozmowach, doszli do wniosku, że mieszanka ich charakterów mogłaby być czymś wyjątkowo ciekawym, okazem na skalę światową, tzw. białym krukiem. Postanowili więc postarać się o taką "mieszankę wybuchową", a jak już się pojawi to kochać ją, tak mocno jak tylko potrafią. A blog będzie o staraniach i efektach tych dwojga.
14:29, zona_meza
Link Komentarze (3) »